strona główna
ogłoszenia
duszpasterstwo
o parafii
fotogaleria
Siewca




Dziękuję Ci, Janie Pawle II, że pokazałeś mi Chrystusa




Wspomnienia ks. Andrzeja o Ojcu Świętym

Drugiego kwietnia przeżywaliśmy pierwszą rocznicę śmierci naszego papieża, Sługi Bożego, Jana Pawła II. Każdego drugiego dnia miesiąca gromadzimy się w naszej świątyni na czuwaniu poświęconym jego pamięci. Tym razem na uroczystej Eucharystii zebrało się około 1400 wiernych z naszej parafii. Taka liczba wiernych może cieszyć, ale także pozwala mieć pewność, że jeszcze pamiętamy papieża, że jest nam w dalszym ciągu bliski. Chciałbym podzielić się z wami moimi wspomnieniami ze spotkań z papieżem, a jeszcze bardziej podzielić tym, co o nim myślę i jaki w mojej pamięci papież już na zawsze pozostanie.

Nie wiem jak dziś wyglądałby świat, nie wiem, czy bylibyśmy tym, kim dziś jesteśmy, czy bylibyśmy jeszcze ludźmi wolnymi, gdyby w historii dziejów nie zdarzył się nikt taki, jak właśnie papież Jan Paweł II. Nie chciałbym przeceniać wartości żadnego człowieka „bo Bóg sam wystarczy” dlatego żadnemu człowiekowi nie przystoi Boża cześć „Nawet nikogo na ziemi nie nazywajcie swoim Ojcem” - upominał Pan Jezus... Więc słusznie podchodzimy do sprawy, gdy stwierdzamy - „Nie ma ludzi niezastąpionych” - to prawda. Ale prawdą też jest, że nigdy nie spotkamy już na naszej drodze ludzi takich samych. Jan Paweł II był papieżem, niepowtarzalnym, osobliwym, szczególnym i dlatego jego odejście z tego świata wciąż nas boli.

Gdyby przyszło mi podsumować, ocenić - chociaż najmniejsze mam do tego prawo - pontyfikat Jana Pawła II i wskazać, co mnie szczególnie urzekło w jego osobie, to przede wszystkim wskazałbym na jedno - na Ducha Bożego, którym przepełniony był Karol z Wadowic. Nie byłoby obalenia bezkrwawego komunizmu, końca zimnej wojny, pojednania z innymi religiami, nie byłoby tylu pielgrzymek, wygłoszonych homilii i papieskich audiencji, gdyby Duch Boży nie był z nim.

Myślę, że każdy z nas tego doświadczał, gdy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał. Wszędzie na spotkaniach z nim Tego Ducha Bożego doświadczałem.

Pierwsze z nim spotkanie, było tylko przez telewizję... W 1979 roku nie wszystkim wolno było jechać do Warszawy. Ale, gdy słuchaliśmy całą rodziną jego słów, a właściwie krzyku:
- Wołam ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja - Jan Paweł II, papież, wołam z całej głębi tego tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi:
Niech zstąpi Duch Twój!
Niech zstąpi Duch Twój!
I odnowi oblicze ziemi.
Tej Ziemi!

- to myślałem, że już to się stanie, że zatrzęsie się ziemia, że tchnieniem Bożym wylecą z okien szyby i wiatr powymiata ze środka nieprzyjaciół Bożych i wszelkie zło i brudy, ale długo nie trzeba było czekać i rzeczywiście zadrżały fundamenty świata.

A potem na spotkaniu z młodymi w Częstochowie byłem już osobiście. Wśród Hiszpanów, Francuzów, Niemców, Ukraińców trzeba było się przeciskać, ale wyszedł Papież... chwyciliśmy się za ręce, unieśliśmy je w górę i zaczęliśmy śpiewać: Abba Ojcze. Żeby być jednego ducha i mieć jedno serce potrzebowaliśmy jego. A Duch Święty rozlał się na nas wszystkich wierzących, którzy wtedy na placu świątynnym byli zgromadzeni. A papież mówił: „Jesteście dziećmi Boga. Nie zawiedźcie tej nadziei, którą Bóg Ojciec pokłada w swoich dzieciach”. A potem był Skoczów, Legnica i Wrocław... i nieszczęśliwy Kraków, a może szczęśliwy - choć papież się rozchorował i nie przybył na krakowskie Błonia odprawić Mszy Świętej. Nawet Niebo się rozpłakało, pamiętam, że musiałem zdjąć sutannę, bo przemokłem do ostatniej nitki. Myśleliśmy - teraz wszyscy się rozejdą. Ale to była wspaniała lekcja wiary nikt nie odszedł, bo Duch Pański unosił się nad “przemoczonym” ludem Bożym... wszystko musi być obmyte w wodzie, oczyszczone, ochrzczone - choćby przez smutek, cierpienie, opuszczenie. Zrozumiałem wtedy, że ci ludzie nie przyszli tutaj dla papieża, ale dla Chrystusa, którego tak dużo miał w sobie papież. Dlatego był tak pociągający, tak piękny, tak cudowny, że kochali go wierzący i niewierzący, kochali go, gdy był młody i pięknie mówił, ale tak samo kochali, gdy się zestarzał, gdy już nie było na kogo popatrzeć, żeby się nam podobał, kochali go jeszcze bardziej, za to że tylko był, bo czuliśmy obecność Boga, w której on cały czas przebywał, w której był cały zanurzony.

- Dziękuję ci Janie Pawle II, że pokazałeś mi Chrystusa, że dałeś świadectwo o Nim, że On żyje i że warto dla Niego żyć, warto mu siebie dać, warto Mu siebie ofiarować. Bo wtedy dopiero zaczyna się żyć, gdy dla Chrystusa się życie utraci, wtedy dopiero można je na zawsze zachować.

- Ja już dziś modlę się do ciebie jak do świętego; Proszę cię umocnij mnie w tej samej wierze, w której żyłeś Ty sam, abym nigdy nie odstąpił, nie odpadł od Chrystusa.

- Ojcze Święty przymnóż nam wiary!

Wiele już napisano i mam nadzieję, że wiele jeszcze będzie się pisać o papieżu, ja na koniec mojej wypowiedzi chciałbym przytoczyć słowa z testamentu Jana Pawła II - jak słowa testamentalne Chrystusa, wypowiedziane z wysokości krzyża niech pozostaną w nas na życie nasze.

Testament papieża: ”Czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy Pan wasz przybędzie” - te słowa przypominają mi ostateczne wezwanie, które nastąpi wówczas, kiedy Pan zechce. Pragnę za nim podążyć i pragnę, aby wszystko, co składa się na moje ziemskie życie, przygotowało mnie do tej chwili. Nie wiem, kiedy ona nastąpi, ale tak jak wszystko, również i tę chwilę oddaje w ręce Matki mojego Mistrza: totus Tuus. W tych samych rękach matczynych zostawiam wszystko i Wszystkich, z którymi związało mnie moje życie i moje powołanie. W tych Rękach zostawiam nade wszystko Kościół, a także mój Naród i całą ludzkość. Wszystkim dziękuję. Wszystkich proszę o przebaczenie. Proszę także o modlitwę, aby Miłosierdzie Boże okazało się większe od mojej słabości i niegodności.” Będziemy pamiętali Ojcze Święty i nikt z naszej pamięci nam ciebie nie wymaże. Przyjmij jeszcze ode mnie słowa kolędy... wiem, że mamy okres wielkanocny, ale to na pokrzepienie naszych serc, żebyśmy uwierzyli, że ludzkie życie się nie kończy, a tylko się zmienia, bo dusze sprawiedliwych są w Ręku Boga i dlatego nigdy nie jesteśmy sami:

A nadzieja znów wstąpi w nas,
Nieobecnych pojawią się cienie
Uwierzymy kolejny raz
W jeszcze jedno Boże Narodzenie

I choć ucichł świąteczny gwar
Bo zabrakło znów czyjegoś głosu
Przyjdź tu do nas i z nami trwaj
Wbrew tak zwanej "ironii losu"

Naucz wierzyć, że to ma sens,
Że nie trzeba żałować przyjaciół
Że gdziekolwiek są - dobrze im jest
Bo są z nami, choć w innej postaci...

I przekonaj, że tak ma być,
Że od głosów ich wciąż drży powietrze...
Że odeszli po to, by żyć
I że teraz już będą żyć wiecznie.

Przyjdź na świat,
Aby zająć wśród nas
puste miejsce przy stole;
Jeszcze raz
naucz cieszyć się dzieckiem w nas
I zapomnieć, że są puste miejsca przy stole...

Amen.


ks. Andrzej Walczak











POWRÓT
do spisu artykułów "Siewcy"





strona główna
ogłoszenia
duszpasterstwo
o parafii
fotogaleria
Siewca