"Bierzcie i jedzcie, to jest Ciało moje"/Mt 26,26/
ks. Jacek Polek
"Kościół żyje dzięki Eucharystii". Takim stwierdzeniem Papież Jan Paweł II
rozpoczął swoją ostatnią encyklikę Ecclesia de Eucharistia. W kolejnych punktach
tego przepięknego dokumentu Biskup Rzymu przypomina, że Kościół otrzymał Ją jako
największy dar od Pana Jezusa. Jak poucza Katechizm Kościoła, Eucharystia to cały
Chrystus, który pod postacią chleba i wina jest obecny tak długo, jak długo trwają
te postacie eucharystyczne. Jest On obecny w każdej z tych postaci i cały w każdej
ich cząstce, a więc łamanie chleba nie dzieli Chrystusa /zob. KKK 1377/.
Niestety, nie wszystkie Kościoły chrześcijańskie podzielały w przeszłości i podzielają
obecnie tę naukę. Są wśród nich i takie, które kwestionują trwałą obecność Pana Jezusa
pod postacią chleba i wina. Uważają one, że tak jest tylko i wyłącznie w czasie zgromadzenia
liturgicznego, gdy mamy do czynienia z wiarą jego uczestników, że taka obecność zachodzi.
Z chwilą, gdy nabożeństwo się kończy i wierni się rozchodzą, ich wiara jako zgromadzenia
przestaje mieć miejsce i Ciało Chrystusa istniejące pod postacią chleba ponownie staje się -
tylko i niczym więcej - zwykłym chlebem. Zatem nie ma sensu umieszczanie w świątyniach
tabernakulum, bo nie ma tam Pana Jezusa, tylko jest zwykły chleb, a ten można spokojnie przechowywać,
np. w zakrystii.
Kościół katolicki nigdy nie zgadzał się z taką interpretacją.
Dlatego też zawsze wymagał i wymaga do dziś, że Komunię św. można
podać tylko temu, kto wyraźnie i w sposób jednoznaczny wyraża wiarę w
rzeczywistą i trwałą obecność Chrystusa po postacią chleba.
Samo podejście do balasek, celem przyjęcia Komunii św., nie
jest wystarczającym wyrażeniem tej wiary (podejść przecież może każdy, kto chce).
Dlatego dla wyrażenia tejże wiary została wprowadzona stosowna formuła.
Podający Komunię św. przypomina wiernemu, kogo przyjmuje, słowami "Ciało Chrystusa".
Wierny wyraża wiarę, że w tym okrągłym kawałeczku chleba jest sam Chrystus słowem "Amen".
Jest to wyrażenie pochodzące z języka hebrajskiego i oznaczające tyle, co: tak, rzeczywiście;
to prawda; zaprawdę, tak jest. Więcej, odpowiednie przepisy liturgiczne stanowią wyraźnie,
że jeśli tego potwierdzenia brakuje ze strony osoby komunikowanej, szafarz Komunii św.
nie powinien takiej osobie Jej (tzn. Komunii św.) podać.
Uczciwie trzeba przyznać, że księża i diakonii do tej zasady się nie stosują.
Jest to prawdopodobnie powodem, dla którego wielu ludzi lekceważy zalecenie wyrażenia wiary w
obecność Pana Jezusa pod postaciami eucharystycznymi. Osobiście uważam, że
gdyby doszło do precedensu, i jednej bądź drugiej osobie z tego tytułu ktoś odmówił podania Komunii św.,
inni szybko by się nauczyli właściwej postawy. Dlatego twierdzę, że skoro już łamiemy pewne przepisy,
to tym bardziej - jako szafarze - powinniśmy takim "zapominalskim" osobom bezpośrednio przypominać o
potrzebie wypowiedzenia tego prostego słowa "Amen".
W dyskusji często pojawia się argument, że niektórym osobom trudno jest powiedzieć cokolwiek
i nie są w stanie zastosować się do powyższych zaleceń. Warto się zastanowić,
czy rzeczywiście jest to prawdą. "Amen", to słowo, które nie zawiera żadnych
głosek syczących czy dźwięcznych, nie wymaga zatem dużego wysiłku przy mówieniu.
A jeśli nawet, to jak to jest, że ktoś nie może akurat w kościele, przy przyjmowaniu Komunii św.
powiedzieć tego słowa, w domu natomiast jest zdolny do dłuższych wypowiedzi,
na dodatek wielokrotnie złożonych? Poza tym, zawsze można swoją wiarę w obecność
Jezusa w chlebie wyrazić w sposób alternatywny, np. poprzez wyraźne skinięcie głową,
jak to robią osoby głuchonieme. Ufam, że w tym miejscu nikt nie będzie wyciągał pseudoargumentu,
że kogoś równocześnie z gardłem bolą kręgi szyjne i nie może ruszać głową.
Osobnym zagadnieniem jest sprawa, w którym momencie należy powiedzieć "Amen"
(dotyczy to również zastępczego, wspomnianego przed chwilą, skinięcia głową).
Występuje tu bowiem sporo nieporozumień. Powyższe słowo wypowiadamy bezpośrednio
przed przyjęciem Komunii św., gdy szafarz pokazuje nam hostię i wypowiada słowa
"Ciało Chrystusa". Nie wtedy, gdy hostia jest pokazywana sąsiadowi
z lewej czy prawej strony,
albo będącego przed nami, ale nam, którzy właśnie w tym momencie przystępujemy do Eucharystii.
Często można usłyszeć argument: "ale mnie dawniej uczono tak i tak".
Rzeczywiście, dyscyplina kościelna i oprawa liturgiczna odnośnie do
przyjmowania sakramentów, w tym Eucharystii, zmieniała się na przestrzeni
wieków i dziejów Kościoła. Jeśli chcemy uważać się za świadomych i gorliwych katolików,
powinniśmy bazować nie na tym, co było dawniej, lecz co jest obecnie aktualne.
Innymi słowy, podporządkowanie się autorytetowi Kościoła i jego aktualnej
linii nauczania dotyczącej liturgii i sakramentów, powinno mieć pierwszeństwo
przed naszymi indywidualnymi upodobaniami i starymi nawykami. Pan Jezus wyraźnie mówi,
że nie należy wlewać młodego wina do starych bukłaków /zob. Mt 9,17 i paralele/.
Warto w tym miejscu przypomnieć, że to Kościołowi Chrystus dał władzę ustalania i znoszenia
różnych norm postępowania i działania: "Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co zwiążecie na ziemi,
będzie związane w niebie, a co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w niebie."/Mt 18,18/, a nie
pojedynczym ludziom celem hołdowania osobistym poglądom. Jak również, że podporządkowanie się
zaleceniom kościelnym jest wyrazem miłości Boga: "Kto was słucha, Mnie słucha,
a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi Tym, który Mnie posłał."/Łk 10,16/.
Może, zamiast stawiać na własne widzimisię, lepiej będzie okazać zaufanie Kościołowi
i jego wielowiekowemu i wielokulturowemu doświadczeniu?
Oczywiście, wszystko można zakwestionować. Również normy liturgiczne,
i dalej przyjmować Ciało Chrystusa bez najmniejszych nawet oznak wyznania
wiary w Jego trwałą obecność pod postacią chleba. Traktować
Najświętszy Sakrament niczym pszenny wafelek. Nie miejmy jednak wówczas pretensji
do szafarza Komunii św., że starając się być człowiekiem dobrze wychowanym, będzie nam życzył "Smacznego"!
Powyższym artykułem chcę zakończyć dyskusję wokół uwag na temat reakcji w
sytuacji przyjmowania przez kogoś Komunii św. bez wyznania wiary w realną obecność Chrystusa w chlebie.
Wcześniej poruszałem tę sprawę w trzech homiliach mszalnych. Dwa razy bezpośrednio nawiązałem
w nich do zaistniałego problemu, raz w sposób pośredni. Osobiście uważam, że przytoczone argumenty
mogą zakwestionować wyłącznie osoby pragnące za wszelką cenę ocalić własne poglądy, bez względu
na to, jak mają się one do nauczania Kościoła. Nie pozostaje zatem nic innego,
jak tylko przypomnieć kolejne zalecenia Pana Jezusa: "Nie dawajcie psom tego, co święte,
i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami..."/Mt 7,6/.
Słowa bardzo mocne i dające wiele do myślenia.
Vale dixit. Sapienti sat! Powiedział dosyć. Mądremu wystarczy!
POWRÓT do spisu artykułów "Siewcy"
|
|
|
|