strona główna
ogłoszenia
duszpasterstwo
o parafii
fotogaleria
Siewca




Zza kratek konfesjonału
ks. Jacek Polek




Grzech jest przede wszystkim obrazą Boga, zerwaniem jedności z Nim. Narusza on także komunię (wspólnotę) z Kościołem. Wprowadza też chaos do wnętrza człowieka. Stąd konieczność nawrócenia ponownie przywracającego harmonię w życiu wewnętrznym człowieka, przynoszącego przebaczenie ze strony Boga, jak również pojednanie z Kościołem, co wyraża i urzeczywistnia w sposób liturgiczny sakrament pokuty i pojednania.

Znając ludzką ułomność Pan Jezus ustanowił ten sakrament dla wszystkich grzeszników w Kościele, a przede wszystkim dla tych, którzy po chrzcie popełnili grzech ciężki i w ten sposób utracili łaskę chrztu oraz zadali ranę całej wspólnocie Ludu Bożego. Sakrament pojednania daje im nową możliwość nawrócenia się i odzyskania łaski usprawiedliwienia Ojcowie Kościoła, np. Tertulian, przedstawiają ten sakrament jako "drugą deskę (ratunku) po rozbiciu, jakim jest utrata łaski".

Aby dobrze przystąpić do tego sakramentu trzeba spełnić pięć warunków dobrej spowiedzi. Zwróćmy uwagę - wszystkich pięć, bez żadnych wyjątków! W normalnych warunkach obowiązują one bezwzględnie każdego. I tu zaczynają się schody. Niektórzy parafianie uważają, że są od tego zwolnieni na mocy uprawnień i przywilejów nadanych przez siebie samych sobie samym (sic!). Warto przeanalizować najczęściej spotykane nieporozumienia.

Wielu penitentów przystępując do sakramentu pokuty nie uważa za stosowne poinformować, kiedy była ich ostatnia spowiedź. A jest to bardzo ważna sprawa. Powyższa informacja ukazuje bowiem spowiednikowi, czy ma do czynienia z osobą regularnie (co miesiąc) korzystającą z tego sakramentu, czy jedynie okazjonalnie. Tym samym jaki wysiłek duchowy, i jaką pracę nad sobą podejmuje dana osoba. Ułatwia zatem ocenę sytuacji i udzielenie stosownego pouczenia.

Rzadko kto zaznacza, czy wypełnił nałożoną pokutę z ostatniej spowiedzi. Pozornie to drobiazg, informacja mało istotna. W rzeczywistości jest wręcz przeciwnie. Brak wzmianki na ten temat sugeruje, że zadośćuczynienie należne Panu Bogu i bliźniemu nie zostało dokonane, co jest grzechem (brak wypełnienia piątego warunku dobrej spowiedzi)! Gorzej, stwarza wrażenie, że penitent próbuje ten grzech ukryć, czyli dokonać spowiedzi świętokradzkiej, co pod znakiem zapytania stawia szczerość intencji takiego człowieka i rodzi -już na samym początku -wątpliwości co do jego właściwej dyspozycji do przyjęcia rozgrzeszenia.

Dużo do życzenia pozostawia jakość przeprowadzanego rachunku sumienia. Bardzo często jest on pośpieszny i powierzchowny. Warto w tym miejscu przypomnieć, że do ważności spowiedzi koniecznym jest wyznanie wszystkich grzechów ciężkich popełnionych od ostatniej spowiedzi. Wszystkich, czyli tych, które jest się w stanie wyznać przy dobrej woli, starannym rozważeniu swego postępowania i poważnym wysiłku. Jeśli zostająpominięte jakieś grzechy ciężkie w wyniku niedbale przeprowadzonego rachunku sumienia, to mimo formalnie wypowiedzianej przez kapłana formuły rozgrzeszenia trudno mówić o ważności tak odbytej spowiedzi. Tymczasem jakże często można zaobserwować sytuacje, że wielu ludzi w ostatniej chwili, dosłownie pędem, wpada do kościoła, w biegu kartkuje "Drogę do Nieba", nawet nie próbuje przyklęknąć, by oddać cześć Panu Jezusowi w tabernakulum i nerwowo, co chwila zerkając czy ksiądz jeszcze jest w konfesjonale udaje, że robi dokładny rachunek sumienia. Jeśli zaś spostrzeże, że kapłan opuszcza konfesjonał, rzuca wszystko i bez rzetelnego przygotowania próbuje się spowiadać. Może dobrze byłoby się zastanowić czy przez własną nieodpowiedzialność warto ryzykować spowiedź świętokradzką? Chyba jednak lepiej w domu wyłączyć telefon, zapomnieć o telewizji, zapowiedzieć pozostałym domownikom, że przez najbliższy czas będziemy niedostępni dla nikogo, bo przygotowujemy się do spowiedzi i przeprowadzić solidny rachunek sumienia.

Wreszcie sprawa, która wywołuje wiele dyskusji i emocji. Wiele osób kończy wyznanie grzechów słowami "Więcej grzechów nie pamiętam", po których następuje głucha cisza. Są zdziwione prośbą o dokończenie formuły. Więcej, uważają nawet, że w tym momencie spowiednik "się czepia" i szuka przysłowiowej dziury w całym. Czy rzeczywiście?

Może wielu osobom wyda się to zaskakujące, ale samo wyznanie grzechów nie wystarcza do udzielenia rozgrzeszenia Potrzebna jest jeszcze deklaracja żalu ze strony penitenta wyrażonego w sposób jednoznaczny, nie budzący wątpliwości, a nie przemycanego gdzieś tam między słowami. Tu najczęściej pojawia się argument, że spowiednik powinien się domyślić, że penitent - skoro wyznaje grzechy - również za nie żałuje. Pozwolę sobie przywołać w tym miejscu znane prawo Murphe'go "Jeśli się czegoś domyślasz, prawdopodobnie domyślasz się źle". Konfesjonał i spowiedź to nie miejsce na domysły i rozwiązywanie tego typu rebusów! Po drugie. Wyobraźmy sobie rozprawę sądową. To, że przestępca jest świadomy swoich złych czynów, nie oznacza jeszcze, że za nie żałuje. Kroniki sądowe pełne są takich przypadków. Kolejny argument przywoływany w dyskusji nad tym zagadnieniem brzmi następująco: "Ale mnie kiedyś uczono inaczej". Zadałem sobie trud sprawdzenia wcześniejszych wydań różnych modlitewników (książeczek do nabożeństwa). Najstarszy pochodził z 1947 roku. Wszystkie zawierają deklarację żalu wyrażoną w tych lub podobnych słowach: "Więcej grzechów nie pamiętam, za wszystkie grzechy serdecznie żałuję, obiecuję się poprawić". Pamiętajmy o tym. Osobiście znam spowiedników, którzy - za brak takiej deklaracji żalu - nie chcą udzielać rozgrzeszenia tak długo, jak długo penitent tej deklaracji nie złoży.

I ostatnia sprawa, którą chcę tu poruszyć. Pouczenie kapłańskie. Wiele osób uważa je za zbędne, twierdząc że się śpieszy i nie ma czasu na słuchanie, a poza tym i tak wszystko wiedzą. Zwracam uwagę, że wiedzieć nie oznacza jeszcze umieć. Po drugie, cierpliwe wysłuchanie uwag spowiednika to też jakaś część pokuty, do wypełnienia której jesteśmy zobowiązani. Po trzecie, jeśli stajemy przed Bogiem, by się z Nim pojednać, twierdzenie, że się nie ma czasu na rzetelną spowiedź jest co najmniej niepoważne.

Uczciwie muszę przyznać, że wielu spowiedników przestało walczyć z tymi niewłaściwościami uznając, że upartego osła nikt i nic nie przekona. Póki co, mam jeszcze siłę i ochotę zwracać na to uwagę. Być może za kilka lat też dojdę do wniosku, że jest to porywanie się z motyką na słońce. Jeśli nawet to wszystko jest drobiazgami, to ciągle ma przed oczyma słowa Pana Jezusa: "Kto w drobnej rzeczy jest wierny, ten i w wielkiej będzie wierny; a kto w drobnej rzeczy jest nieuczciwy, ten i w wielkiej nieuczciwy będzie" /Łk 16,10/. Nie czarujmy się, że skoro takie "drobiazgi" są dla nas problemem, będziemy zdolni do wierności Panu Bogu w rzeczach wymagających większego wysiłku, niż tylko dobra wola i odrobina chęci. Osobiście jest mi smutno, że nieraz więcej jest dbałości o dokładność w sprawach ziemskich, np. kulinarnych, żeby czegoś nie przesolić czy przypalić, niż w sprawach odnoszących się do Boga. Czyżby były one ważniejsze?

P.S. Pani Dorocie dziękuję za interpelację w powyższej sprawie.

ks. Jacek Polek








POWRÓT
do spisu artykułów "Siewcy"





strona główna
ogłoszenia
duszpasterstwo
o parafii
fotogaleria
Siewca