strona główna
ogłoszenia
duszpasterstwo
o parafii
fotogaleria
Siewca




CZY SYN CZŁOWIECZY ZNAJDZIE WIARĘ GDY PRZYJDZIE?



Upadek systemu komunistycznego postawił przed nami bardzo trudne zadanie. Dawniej wystarczyło być "przeciw" systemowi, by zaangażować się w Kościół. Dziś nie ma już takiej potrzeby. Nie trzeba być "przeciw". Ale też nie trzeba być "za". Można być obojętnym, bo to wygodne. Wielu więc wybiera obojętność, w życiu religijnym także. Ta prawidłowość jest również bardzo dobrze widoczna w naszej parafii. Tych, którzy w wyraźny sposób odsuwają się od Kościoła lub są mu wręcz wrodzy, nie ma aż tak wielu. Tych, którzy zaangażowali się w życie parafii, niestety, również nie ma zbyt wielu. Statystyka mówi, że ok. 35% parafian uczestniczy w niedzielnej Mszy św. To uczestnictwo jest niejako miernikiem poziomu religijnego wiernych. Gdzie jest pozostałe 65% wiernych? Ilu z tych 35% uczestniczyło w niedzielnej Eucharystii z przekonania, a ilu jedynie z przyzwyczajenia lub poczucia obowiązku? Sytuacja "letniego" chrześcijanina jest szczególnie tragiczna. Ten typ człowieka jest zadowolony ze swego stanu, dlatego jest prawie niemożliwy do nawrócenia. Chrystus zaś mówi "...skoro jesteś letni i ani gorący, ani zimny, chcę cię wyrzucić z moich ust"/Ap 3,15/.

Nadzieją Kościoła i świata jest zawsze młode pokolenie. Może oni będą lepsi niż my? Mają przecież lepsze warunki! Jako duszpasterze i katecheci z niepokojem jednak spostrzegamy zjawisko mocnego przesunięcia nacisku w wychowaniu, jakże często przy zdecydowanym poparciu szkoły, z tego co wartościowe na to, co przydatne. O co dba przeciętnie sytuowany rodzic i czego pragnie dla swoich dzieci? Przede wszystkim tego, by były nakarmione, mniej więcej dobrze ubrane, by oprócz podstawowych potrzeb miały spełnione przynajmniej niektóre zachcianki. Dużą dbałość, wręcz heroiczne wyrzeczenia ponoszą rodzice, by dziecko mogło dodatkowo uczyć się języka angielskiego, muzyki, tańca, obsługi komputera, chodzić na zajęcia plastyczne, basen, trenować, korzystać z sali gimnastycznej, bo może się to kiedyś mu przyda.... Tylko, że w tym natłoku zajęć coraz bardziej ginie dbałość o to, by nauczyć uczciwości, sprawiedliwości, wrażliwości na Boga...., gdzieś tam ginie wychowanie religijne, bo na co może się przydać ono dzisiejszemu zapatrzonemu w korzyść człowiekowi? Z drugiej strony coraz powszechniejsze staje się narzekanie na upadek etyki w codziennym życiu. Może warto zatem się zastanowić czy przez takie podejście do religijnego wychowania własnych dzieci nie przykładamy do tego ręki? Samo posłanie dziecka z książeczką do kościoła na jedno czy drugie nabożeństwo nie jest równoznaczne z pogłębianiem przez nie życia duchowego. Jest takie porzekadło "modli się pod figurą, a diabła ma za skórą". Myślę, że dobrze jest je przemyśleć. Jak również przypowieść o faryzeuszu i celniku w świątyni /Łk 18,9-14/. Faryzeuszu, który swoje zewnętrzne obowiązki religijne spełniał bez zarzutu, co potwierdził sam Jezus, a który jednak nie został uznany za sprawiedliwego, lecz właśnie celnik. W jej świetle łatwo zdać sobie sprawę, że żądanie pozytywnej oceny dla dziecka za same ładnie złożone rączki i pojawienie się od czasu do czasu w kościele jest, delikatnie mówiąc, niestosowne. O tym, że dobrze byłoby też zainteresować się, jak posłane dziecię zachowuje się w kościele już nawet nie wspominam...

Obrazek z jednej z kluczborskich szkół. Katecheta postawił uczniom pewne wymagania, które starał się konsekwentnie egzekwować. Zaraz do akcji wkroczyli oburzeni rodzice niektórych dzieci: "Jak to, dziecko ma odrabiać lekcje z religii? Przecież są inne ważniejsze przedmioty". Rodzicom w sukurs przyszedł, deklarujący się ponoć jako wierzący, dyrektor szkoły. "Księdzu nie wolno wymagać, chyba nie chce ksiądz zrobić z religii najważniejszego przedmiotu"? Jeszcze dobrze nie rozpoczął się nowy rok szkolny, a już ten sam dyrektor zapowiedział nowo zatrudnionej katechetce, że nie może stanowczo wymagać od uczniów posiadania podręczników do religii. Nauczyciel ten (dyrektor) wykłada jeden z pozostałych przedmiotów w szkole. Osobiście wątpię, czy tak liberalnie podchodzi do sprawy posiadania przez uczniów podręczników z przedmiotu, który wykłada. Gdy idzie o podręczniki podnosi się zwykle argument natury ekonomicznej: nie należą one do tanich a w wielu rodzinach przynajmniej jedno z rodziców nie pracuje i na dodatek jest też pozostałe rodzeństwo również w szkole. To ważki argument aczkolwiek...

W zeszłym roku szkolnym miałem często dyżur na piętrze, na którym znajdował się sklepik szkolny. Z obserwacji, jak też z rozmów ze sprzedawcą, przy założeniu że różne artykuły spożywcze kosztowały w nim średnio 0,90 - 1 zł, wynika, że przeciętna suma pieniędzy wydawanych przez dziecko wynosiła dziennie 1,50 zł. W tygodniu daje to 7,50 zł., w miesiącu już 30 zł. Jest to raczej suma zaniżona, zważywszy że wiele słodyczy rodzice kupują dzieciom także po szkole. Wbrew pozorom zakupów wcale nie dokonywała ta sama, dobrze sytuowana dzięki zarobkom rodziców, grupa dzieci, lecz prawie wszystkie z nielicznymi wyjątkami. Czy w tej sytuacji rzeczywiście nikogo nie stać na podręcznik do religii? Nie jestem przeciw kupowaniu w szkolnym sklepiku, ale czy nie można zrezygnować np. z dwóch wafli w czekoladzie w tygodniu, a uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczyć na zakup podręcznika?

W tym miejscu proszę czytelników o słabszych nerwach, aby przerwali lekturę tego artykułu. Rozumiem, że matematyka, historia, język polski, biologia i parę innych przedmiotów jest ważnych, bo dają nam w miarę integralnych pogląd na otaczającą nas rzeczywistość. Mam jednak pytanie: w czym w takim razie podejście do spraw wiary reprezentowane przez wielu rodziców i nasza szkoła ze swoim marginalizowaniem religii różni się od metod wychowawczych stosowanych w ... Hitlerjugend? Tam przecież też bardzo mocno został położony akcent na nauki matematyczno-przyrodnicze, literaturę niemiecką przy równoczesnym totalnym usunięciu religii. Chyba nie trzeba przypominać jakimi zaowocowało to skutkami.

Kolejna sprawa nad którą warto się zastanowić jest zachowanie się dzieci na lekcjach religii. Nie wszystko bowiem zależy od nauczyciela, tempa i sposobu prowadzonych zajęć. Jakże często katecheci doświadczają oburzenia ze strony rodziców zarzucających im szkalowanie dobrego imienia ich dzieci. "To niemożliwe, żeby moja Bożenka, Mareczek źle się zachowywał. W domu jest grzeczny i posłuszny, i takim na pewno jest w szkole. Nie pozwolę szargać dobrego imienia mojego dziecka". Mareczek lub Bożenka pod czujnym okiem rodziców rzeczywiście w domu mogą zachowywać się bez zarzutu. Wszyscy jednak wiemy, że przekroczywszy próg domu, na podwórku czy w szkole, wśród rówieśników stają się zupełnie kimś innym. Czy nie lepiej, zamiast stawiać zarzuty, uwierzyć katechecie? W ten sposób można będzie zawczasu uniknąć wielu kłopotów w przyszłości. Prawdę można uznać, choć bolesna, można też odrzucić by kupić fałszywy spokój. Czy nie jest to jednak zbyt wygórowana cena?

"Księdzu nie wolno wymagać, chyba nie chce ksiądz zrobić z religii najważniejszego przedmiotu"? A gdzie ma być wiara, Bóg, jak nie na pierwszym miejscu? Błędnym jest założenie, że można będzie żyć bez końca. Do wieczności jest tak blisko...., wystarczy mały błąd kierowcy. A wtedy nie jest ważna ilość opanowanych języków czy przeczytanych książek bądź zdobytych tytułów. Pan Bóg zapyta: czy miłowałeś mnie więcej niźli ci? Opisany problem jest poważny. Jako katecheci i duszpasterze jesteśmy czasami przytłaczani obojętnością dzieci i młodzieży. Przede wszystkim jednak obojętnością rodziców. Weźmy choćby Msze św. szkolne. Nie tyle mamy bolesne uwagi o to, że rodzice nie zachęcają do uczestnictwa, ale że wręcz przeszkadzają! Dzieci często przyznają: nie mogę przychodzić, bo nie pozwalają mi rodzice! Dlaczego? Czyżby byli ateistami? Skąd! Pobożni ludzie! Dlaczego więc dziecku nie wolno pogłębiać wiary? Bo jest tyle podobno ważniejszych spraw: angielski, matematyka, szkoła muzyczna....

Ludzie! Obudźmy się póki czas. Pan Jezus jest blisko! "Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie"/Łk 18,8/?

Ks. Jacek Polek





POWRÓT
do spisu artykułów "Siewcy"





strona główna
ogłoszenia
duszpasterstwo
o parafii
fotogaleria
Siewca