strona główna
ogłoszenia
duszpasterstwo
o parafii
fotogaleria
Siewca




W duchu Taizé





Zbliżały się kolejne święta Bożego Narodzenia, a po nich sylwester.
Przerażał mnie fakt, że po raz wtóry mogłabym spędzić go sama, pogrążona w tłumie imprezowiczów, gdzie nikt na nikogo nie zwraca uwagi. Bardzo chciałam sprawić by tego roku było inaczej.
Wraz z koleżanką wpadłyśmy na pomysł, by wybrać się na Spotkanie Taizé w Hamburgu, ale to nie było takie proste. Ze wszystkich sił kombinowałyśmy gdzie by tu się załapać, bo czasu było niewiele, a listy wpisowe już zamknięte. Wszystko jednak poszło pomyślnie i z dniem 28 grudnia wyjechałyśmy jako reprezentantki "starej parafii" w Kluczborku.
Po dotarciu na miejsce 29 grudnia podzielono nas na grupy, w których mieliśmy dotrzeć do naszego miejsca zakwaterowania. Trochę się bałam, bo oprócz miejsca, także ludzie byli dla nas nowi. Moje obawy okazały się jednak bezpodstawne, ponieważ dziewięcioro osób na czele z księdzem Sławomirem Kwiatkowskim od początku przyjęło nas entuzjastycznie i nie pozwoliła się zgubić (z małymi wyjątkami).
Jednym z punktów planu dnia przewidzianego dla uczestników Spotkania Młodych, co na długo zapadnie mi w pamięci, były rozmowy w grupach międzynarodowych, gdzie młodzież z różnych stron świata miała okazję się poznać. Mając na uwadze moją słabe zdolności językowe już w autokarze zaczęłam się zastanawiać jakby się z tego wykręcić- Cóż nie udało się. I już drugiego dnia (jak ten czas szybko leciał) gdy wypoczęci spotkaliśmy się na porannej modlitwie w kościółku w miejscowości Glinde, rozesłano nas na międzynarodowe rozmowy. I tu pierwszy szok. Spotkałam mnóstwo ciekawych ludzi. Francuzi, Chińczycy, Słoweńcy i oczywiście my Polacy - ludzie, o których można by powiedzieć, że więcej dzieli niż łączy, a o osiągnięciu jakiegokolwiek porozumienia nie ma mowy. Tymczasem tam tych barier nie było. Kultura, uprzedzenia, przekonania - to wszystko odchodziło w cień w imię czegoś ważniejszego - WSPÓLNOTY.
Tego uczucia wzajemnego zrozumienia można było także doświadczyć w nieco większej skali podczas spotkań na halach, gdzie całe tysiące osób tam zgromadzonych potrafiło się wyciszyć, prowadzić wspólną modlitwę i śpiew. Tą atmosferę potęgował uśmiech, wzajemna życzliwość i konferencje braci z Taizé, które głoszone ze specyficznym humorem (mając na myśli obrazowe porównanie nauki modlitwy do jedzenia serków pleśniowych) na długo zapadły w serca słuchaczy.
W tej atmosferze myślę, że nikt nie czuł się samotnym czy anonimowym. Z objawami radości można było spotkać się dosłownie wszędzie. Nawet podczas zwiedzania miasta tłumy młodzieży nie traciły nic ze swej spontaniczności. Zewsząd dobiegały głośne wiwaty pozdrowienia, przyjazne gesty, których tak często brakuje w codziennym życiu. Miało się wrażenie, że tu z dala od kraju, przyjaciół tworzy się na chwilę własną wielką rodzinę. I chociaż jej członków może nigdy się już nie spotka, to w pamięci pozostaną na zawsze.
W noc sylwestrową zgromadziliśmy się o 23 godz. w ewangelickim kościele by wspólnie prosić o pokój na świecie w atmosferze śpiewu, przez co Nowy Rok w delikatnym zagapieniu powitaliśmy parę minut później niż to było zaplanowane, jednak to nie przeszkodziło w dalszej zabawie. Na początku każdy z krajów zaprezentował program artystyczny w którym krótko przedstawił pozostałym kraj z którego pochodził. Nas jednak pomimo wcześniejszych ustaleń ominęła ta niewysłowiona przyjemność, ponieważ wyręczyła nas inna grupa z Polski, która jednak spisała się na medal śpiewając m.in. utwory "Arki Noego". Występ ten spotkał się z gromkimi brawami ze strony pozostałych państw.
Po pierwszej rozpoczęło się Święto Narodów, na którym w rytmie samby i tańcząc rock'nd rolla w towarzystwie Francuzów, Niemców, Serbów i Słoweńców przebalowaliśmy spory kawał czasu. O godzinie nie pamiętam której, wróciłam do domu w skrajnym wykończeniu i z ogromem wrażeń na duszy - a więc warto było.
Był to mój pierwszy wyjazd, ale z pewnością nie ostatni.
W tym momencie należy się serdeczne podziękowania tym, którzy umożliwili przeżycie tych paru dni inaczej oraz grupie młodzieży ze "starej parafii" za wspólnie spędzony czas.
Pozostałych świadomych wielkiej straty, jaka spotkała ich z powodu braku miejsc zapraszam w przyszłym roku.
Do zobaczenia!

Lympka (Ania), Dobrodzień






POWRÓT
do spisu artykułów "Siewcy"





strona główna
ogłoszenia
duszpasterstwo
o parafii
fotogaleria
Siewca