Pełniej żyć, aby dać świadectwo
Kilku parom małżeńskim redakcja SIEWCY zadała następujące pytanie:
"14 luty jest szumnie obchodzonym świętem zakochanych. Bardzo różnie
w dzisiejszych czasach rozumie się słowo miłość, często staje się ono
tylko pustym sloganem.
Czy mogliby Państwo podzielić się z nami swoim doświadczeniem miłości?
-jak ona wygląda, patrząc przez pryzmat chrześcijańskiego małżeństwa i rodziny?"
Otrzymaliśmy bardzo budujące wypowiedzi, które przytaczamy poniżej.
Bardzo serdecznie DZIĘKUJEMY za te świadectwa.
Jesteśmy małżeństwem od dziewięciu lat.
Poproszono nas, aby przedstawić jak wygląda MIŁOŚĆ w chrześcijańskim małżeństwie.
Zaczniemy od początku tzn. jak to było przed 9-ciu laty, aż do dziś.
Czas zawarcia sakramentu małżeństwa poprzedzał okres, w którym (co nie jest pewnie niczym nowym , czy oryginalnym) poznawaliśmy się przez przebywanie ze sobą, spędzaliśmy razem wiele godzin każdego niemal dnia.
Czas ten był również naznaczony, przez krótki okres lękiem przed chorobą, co na szczęście nie znalazło potwierdzenia w rzeczywistości. Bardzo nas to zbliżyło i przekonało do siebie.
Myślimy, że wtedy już wiedzieliśmy, że będziemy razem. Chcieliśmy przygotować się do tego, jak tylko można najlepiej, starając się by we wszystkim błogosławił nam Bóg.
Z perspektywy czasu i doświadczeń możemy powiedzieć, że początek znajomości i pierwszy rok małżeństwa był okresem beztroski i radości, prawie niczym niezmącony, ograniczony.
Po przyjściu na świat dzieci w małżeństwie naszym wiele się zmieniło, żeby nie powiedzieć, prawie wszystko.
Dużym wyzwaniem było i jest wychowanie dzieci. Ten czas obfitujew wiele radości, ale i trudnych chwil. Trzeba mnóstwo cierpliwości, pracy
(też nad sobą) i rezygnacji z egoistycznych postaw.
Relacje między nami również się zmieniły. Nie możemy już być tylko dla siebie. Dzieciom poświęcamy wiele czasu, ale one też w trudnych chwilach między nami, są pomostem do porozumienia.
Dzisiaj, myślimy że nasza miłość jest dojrzalsza, nie koncentrujemy się już tak bardzo na sobie, jesteśmy dla siebie nawzajem jako małżonkowie
i rodzice. Nie znaczy to, że nie ma już trudnych chwil. Często dochodzimy do wniosku, że jest chyba zbyt dobrze i ktoś próbuje "mieszać", by nas od siebie odsunąć, a tym samym od Pana Boga.
Po takiej refleksji ze wzmożonymi siłami staramy się przezwyciężać wszystko co nas różni, by być bliżej Pana Boga i siebie, pomagać sobie, wspierać się, ustępować, rezygnować ze swoich egoistycznych postaw.
I to jest właśnie nasza MIŁOŚĆ.
A. i J.
Jesteśmy małżeństwem od 27 lat. Mamy troje dzieci.
Oboje z mężem pochodzimy i wychowaliśmy się w jednej miejscowości nieopodal Kluczborka.
Razem chodziliśmy do szkoły podstawowej. Można więc powiedzieć, że znaliśmy się od dziecka.
Bliższe wzajemne zainteresowanie się sobą przyszło wiele lat później.
Nie była to więc miłość od pierwszego wejrzenia.
Sami nie wiemy kiedy uczucie koleżeństwa i sympatii przerodziło się w miłość.
Ten okres wzajemnego poznawania i wzrastania trwał kilka lat.
Zdążyliśmy poznać swoje charaktery, nasze oczekiwania, wspólne zainteresowania
a także nasze poglądy na różne sprawy, również na te najważniejsze dotyczące wiary
i przynależności do Kościoła.
W tym czasie ukończyliśmy szkoły i podjęliśmy pracę zawodową.
W roku 1977 zawarliśmy sakramentalny związek małżeński.
Na początku zamieszkaliśmy wspólnie z rodzicami. W tym czasie Bóg obdarował nas dwoma synami.
Marzyliśmy o swoim własnym mieszkaniu. Po 6 latach przy znacznej pomocy naszych rodziców
udało się nam przeprowadzić do własnego domu w Kluczborku.
Po 7 latach przyszła na świat upragniona córka.
Jakie jest nasze małżeństwo ?
Trudno jest pisać o sobie. Jesteśmy zwyczajnym, szczęśliwym małżeństwem.
Po tylu latach przeżytych razem możemy to stwierdzić jednomyślnie.
Może było nam łatwiej, gdyż z domu rodzinnego wynieśliśmy dobre wychowanie i głęboką wiarę.
Nadal darzymy się miłością, wzajemnym zaufaniem, życzliwością i szacunkiem.
Wiemy, że możemy zawsze na siebie liczyć i na sobie polegać, zwłaszcza kiedy przychodzą kłopoty,
troski i choroby. Możemy być dla siebie oparciem. Staramy się razem pokonywać trudności dnia codziennego.
O miłość trzeba dbać, ma ona się pogłębiać i rozwijać w życiu małżeńskim z każdym dniem .
Dlatego trzeba ją pielęgnować, a to czasem wymaga cierpliwości i ofiary, woli zrozumienia małżonka,
umiejętności rozmowy na trudne tematy, przepraszania i wybaczania.
Sakrament Małżeństwa to obecność Chrystusa w naszym wspólnym życiu. To wielka łaska i wielki dar.
W dniu ślubu zaprosiliśmy Pana Jezusa do naszej rodziny. Małżeństwo to przecież wspólna droga do Boga,
to droga do uświęcenia wszystkich członków rodziny. Każdy człowiek wierzący zna cel swojego życia.
W małżeństwie wspólnie jesteśmy odpowiedziami za siebie aby razem ten cel osiągnąć.
Trzeba miłość, dom, rodzinę - budować na "skale", na mocnym fundamencie wiary.
Nawet gdy przyjdą trudności i niepowodzenia, łatwiej je będzie można pokonać.
Życie bez miłości jest puste, bo to miłość nadaje mu wartość i sens.
Więź małżeńską buduje się przez całe życie a nieodzownym jej elementem jest sztuka dialogu.
Przed laty otrzymaliśmy od znajomych zaproszenie na zamknięte rekolekcje dla małżeństw
( tzw. "Dialogi Małżeńskie"). Rekolekcje bardzo wiele dobrego wniosły w nasze życie.
Przeżyliśmy je bardzo głęboko i owocnie.
Często zakładamy, że w naszych małżeństwach nie będzie konfliktów, że miłość będzie trwać wiecznie.
Nie bierzemy jednak tego pod uwagę, że prawdziwej miłości trzeba się uczyć, że jest ona nam nie tylko
dana ale i zadana.
Polecamy gorąco tę formę "Spotkań Małżeńskich" (odbywają się dwa razu w roku: wiosną i jesienią w weekendy),
które są okazja do nauczenia się sztuki dialogu, do lepszego zrozumienia współmałżonka,
wysłuchania jej oraz zaakceptowania.
Od 16 lat jesteśmy związani z Ruchem Szensztackim. Maryja jest nam dana jako Matka i Wychowawczyni.
Z Nią zawarliśmy w roku 1989 "Przymierze Miłości ", które jest podstawą maryjnej duchowości szensztackiej.
Zobowiązuje nas ono do budowania więzi z Bogiem i pomiędzy sobą na wzór Maryi.
Każdy rok przezywamy w Ruchu Szensztackim pod innym hasłem.
W roku ubiegłym pod hasłem "Mam jedno życie - dzielę się nim " a obecnie w roku 2004 motto brzmi:
"Pełniej żyć aby dać świadectwo ".
Przynależność do Rodzin Szensztackich pozwala nam wzrastać w wierze i miłości.
Ten apostolski ruch (istniejący w naszej parafii od 19 lat ), uświadomił nam także potrzebę głębszego
zaangażowania się w życie naszej parafii.
Staramy się dobrze wychowywać nasze dzieci, być dla nich przykładem.
Modlimy się o to, by w życiu wybrali właściwą drogę, by podążali drogą dobra i prawdziwych wartości.
14 lutego obchodzi się hucznie "Dzień Zakochanych". To tylko jeden dzień w roku a przecież miłością
trzeba wypełnić każdy dzień swojego życia.
Ludzka miłość, która pojawia się u początku małżeństwa i rodziny, potwierdzona przysięgą przy ołtarzu,
musi zapatrzyć się w tę miłość jaką Chrystus nas umiłował, bo wtedy tylko możemy dobrze spełnić
swoje powołanie. Im więcej wzajemnej miłości, tym bliżej jesteśmy Boga.
Dziękujemy Panu Bogu za siebie, za rodzinę oraz za wszystkich, których postawił na drodze naszego życia.
Maria i Hubert
Mojego męża poznałam pięć lat temu na rekolekcjach oazowych.
Dziś jesteśmy szczęśliwym małżeństwem i cieszymy się naszą malutką córeczką.
Czym jest dla nas miłość?
Trudno to ubrać w słowa. Na myśl przychodzi mi jednak zdanie, które usłyszałam między innymi wtedy,
na rekolekcjach: "miłość to posiadanie siebie w dawaniu siebie".
Możemy o sobie mówić, że mamy siebie na wzajem tylko dlatego, że potrafimy się sobie dawać.
Idziemy wspólnie drogą, którą razem wybraliśmy. Jedno drugiego ciągle wspomaga ofiarując swój czas,
talent, całego siebie. Dla nas miłość nie jest już tylko uczuciem, ale jest przede wszystkim świadomym
aktem woli. Dlaczego się kochamy? Nie wiem, ale wiem, że zawsze, w każdej sytuacji,
mogę liczyć na miłość mojego męża, tak jak on może liczyć na moją.
Nasza miłość jest bardzo prosta, bo słowo "ja" zastąpiliśmy słowem "my".
Nasze małżeństwo nie jest dominacją jednej osoby nad drugą. Nie jest też żadnym partnerstwem.
Tworzymy związek, w którym każde z nas stara się dać z siebie jak najwięcej drugiej osobie.
To nie zawsze jest łatwe, ale w naszym życiu jest ktoś jeszcze.
Przez półtora roku naszego małżeństwa zauważyłam, że jeżeli każdego dnia zapraszamy do naszej
rodziny Jezusa, to relacje między nami są bardzo dobre. Jakoś potrafimy obdarowywać się miłością
i wszystkim tym co posiadamy, czym jesteśmy.
Nawet w najtrudniejszych sytuacjach potrafimy ze sobą rozmawiać i mówić o swoich uczuciach.
Zawsze jesteśmy wobec siebie szczerzy, czując do siebie jednocześnie ogromny szacunek.
Im bliżej jesteśmy Jezusa tym więcej miłości jest w nas i dla drugiej osoby.
Póki co, owocem naszej miłości jest życie. I niech tak pozostanie...
A. i D.
POWRÓT do spisu artykułów "Siewcy"
|
|
|
|